Marzena i Wojciech Tyborscy

Życie jest łaską, jest darem. Dobra żona też jest darem. O ten dar prosiłem kiedyś Pana Boga i otrzymałem go. Od ponad 25 lat jesteśmy małżeństwem. Marzena jest inna niż ja. Jest pełna energii, wigoru, ma żywe usposobienie. Ma w sobie pewien dziewczęcy wdzięk. Życie z nią na pewno nie jest nudne. Podobno ludzie szukają osób podobnych do siebie. Myślę, że życie z osobą będącą kopią mojego charakteru, byłoby dla mnie niezbyt ciekawe. Właśnie odmienność, przeciwieństwo jest tym, co pociąga mnie w Marzenie.

Muszę przyznać, że wykazała się niezwykłą dojrzałością, kiedy zdiagnozowano u mnie nowotwór. Nie załamała się moją chorobą, nie użalała się, co z nią będzie, ale niezwykle szybko podjęła kroki, aby wesprzeć mnie w tym trudnym okresie. Z oddaniem jeździła codziennie do mnie do szpitala ( 100 km w jedną stronę ), rozmawiała z lekarzami, wspierała mnie modlitwą. Towarzyszyła mi w każdym trudnym momencie tej choroby. Pomogła mi przetrwać okres pooperacyjny i 6-tygodniową radioterapię. Towarzyszyła mi w czasie wizyty w Różanymstoku i Sokółce, gdzie modliliśmy się o zdrowie dla mnie, a także wiele razy w ełckim Karmelu. Jestem jej bardzo wdzięczny. Dziękuję też wszystkim przyjaciołom za ich modlitwy i wsparcie. Nadzieją w chorobie napełniały mnie słowa Pana Jezusa z Ewangelii wg św.Jana,11 przed wskrzeszeniem Łazarza : „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”. Obecnie mam dobre wyniki, wróciłem do pracy i przygotowuję się do roli szafarza nadzwyczajnego komunii świętej.

W maju 2014 roku Marzena dostała udaru mózgu. Role się odwróciły. Teraz ją trzeba było odwiedzać w szpitalu, pomagać, zająć się domem. Sytuacja wyglądała nieciekawie. Udar był rozległy, skutki poważne, a rokowania bardzo niepewne. Wraz z dziećmi nie załamaliśmy się. Modlitwa różańcowa, msza św. o jej zdrowie w Karmelu, liczne modlitwy Sióstr karmelitanek i wielu osób z rodziny i znajomych, także wsparcie ze strony kolegów i koleżanek z pracy przyczyniły się do tego, że chyba możemy mówić o cudzie. W tej chwili nie ma praktycznie oznak choroby i Marzena wróciła do pracy.

Można powiedzieć, że zostaliśmy jakoś doświadczeni przez te choroby i przejścia z tym związane. Jednak dzięki temu bardziej też zaufaliśmy Panu Bogu. To On nas przeprowadził przez ten trudny czas. To jemu jesteśmy wdzięczni. Cieszymy się każdym dniem życia, bo doświadczyliśmy tego życia kruchości. Wiemy, że ono kiedyś będzie miało swój kres, ale ufamy Panu, że wtedy też będzie z nami.

Chwała Panu.

Wojciech

Jeśli któryś utwór poruszył Twoje serce - zapraszamy do podzielenia się świadectwem ...

Można je wysłać przy pomocy tego formularza
lub bezpośrednio, na adres: nadziejapielgrzymujaca@karmel.elk.pl.

 

Prosimy o zaznaczenie, czy wyrażasz zgodę na publikację świadectwa na tej stronie
- czy też ma pozostać tylko do naszej wiadomości.