Tomasz Kwiatkowski-02

+Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Wszystko zaczęło się 3 lata temu… właściwie zaczęło się 40 lat temu, wtedy po raz pierwszy ujrzałem moją mamę i lekarzy obok - ale tego nie pamiętam. Być może też usłyszałem jakieś pierwsze dźwięki… Później… tak…, przypominam sobie pana z gitarą na ramieniu. Furtka, siatka, zielone ogrodzenie rodzinnego, drewnianego domku. Miałem 5 lat. Pan przechodził a ja chciałem za nim pobiec i poprosić, żeby mi pozwolił dotknąć strun… Pierwsza gitara. To były emocje… czerwony wyrób komunistycznej Polski. Tona marzeń i kilogramy pomysłów. Pierwsze kapele, koncerty i koncerciki, granie do kotleta a na koniec granie do szuflady. Technikum, studia techniczne. Dusza muzyczna i studia inżynierskie… Jak to połączyć? Tak minęło 37 lat na planecie Ziemia.

Studio "Dom Róż" powstało nie wiadomo jak. Tak po prostu. Również nie wiadomo po co? Ja i moja siostra Kasia. Na pomysł wpadłem ja. Myślę, że po 37 latach to Pan Bóg mnie oświecił. Połączyłem muzykę i technologię w ten sposób: muzyka + technologia = realizacja muzyki. EUREKA! Wrażliwość muzyczna, która do tej pory była nie do połączenia z życiem zawodowym i wykształceniem, nagle wszystko staje się jasne… - czyli Bóg miał jakiś pomysł! Ale nie od razu… Na początku było dziwnie. "Listonosze" firm kurierskich. Nie zapomnę Kasi oczu - były wielkie jak mandarynki. Dzwonek do drzwi. Wchodzi kurier. Paczka do sufitu. Wełna mineralna. Kolejny "listonosz", również paczka, również do sufitu - płyty akustyczne. Wchodzę ja - paczka do sufitu - elementy do budowy ustrojów akustycznych. Balkon pełen niespodzianek. Nie było gdzie nogi postawić. Drzwi zdjęte z futryny i na balkon. Derma, folia w płynie, panele akustyczne… Poświęciliśmy na to całe wakacje. Prawie cały urlop. Rodzinka pomysłowych Dobromirów.

Studio DOM RÓŻ

Po kilku miesiącach było już lepiej, to znaczy jeszcze dziwniej. Zatkane okno. W zasadzie brak okna - potężny panel akustyczny. Drzwi też dziwne. Płyty akustyczne. Na ścianach ustroje, żeby nie było rezonansów, fal stojących i innych zjawisk, które do tej pory nam nie przeszkadzały - występowały w przyrodzie i w naszym mieszkaniu ale od teraz musiały ustąpić naszym pomysłom. Pewnie ustąpiły ze zdziwienia… Na koniec niezbędny sprzęt realizatorski, trochę pieniędzy z projektu w Helsinkach. Tona dokumentacji technicznej, fora realizatorskie, kursy miksowania i masteringu, pierwsze nagrania. Jest. Studio "Dom Róż". Pozostało tylko małe pytanie - ale po co?

Pytanie "po co?" zadawałem Bogu Ojcu przez następne 3 lata. Wtedy zadzwonił telefon. W trakcie rozmowy okazało się, że to Mniszka zza kraty. Szaleństwa nie było. Rozmowa jakby się nie kleiła. Po 3 miesiącach zadzwoniła znowu. Ta sama Mniszka. Nie wiem do dzisiaj jak to się stało, że "Dom Róż" zakwitnął a mur klauzury stał się mostem przyjaźni… Pierwsza była "Kołysanka", później "Bądźmy świadkami Miłości", "Przyjmij nas Panie" a na koniec "Matka".

O "Matce" można by pisać w nieskończoność. Aranżacja tego utworu to pasmo modlitw, cudów, krwi i łez. Z głową w tabernakulum. Pierwsze nagrania… - na szybko po północy, gitara akustyczne musiały być gotowe bo rano autobus do Ełku i tam Mniszka i trzeba nagrać jej wokal. Ale Mniszka za kratą - jak to nagrać? Jak zrobić studio u Mniszek? A co dalej? Dalej pianino… ale pianista w Inowrocławiu… a mój samochód na złomie. Pożyczyłem samochód i do Inowrocławia. Tam nagrałem Darka (pianino w bridge'u, refrenie i na końcowym solo) ale co dalej? Solo gitary było takie sobie - rezonanse. Poprawiłem, nagrałem jeszcze raz. Czegoś brakowało.. Modlitwa w Gietrzwałdzie - znowu z głową w tabernakulum. Przyszło - poproście Agę Kiepuszewską. To piosenka dla niej. Piszę do Mniszek sms'a. Mniszki odpowiadają, piszą do Agi. Aga się zgadza. Wracam do Warszawy. Czegoś brakuje.. Nie wiem po co ale idę do muzycznego. Patrzę.. i patrzę… stoi pianino elektryczne. Kupuję to pianino. Wychodzę. Stoję przed muzycznym z wielką paką. Dzwonię po taksówkę. Taksówka przyjeżdża - masz pan szczęście że jestem kombiakiem, trzeba mówić takie rzeczy jak się zamawia taxi! Pakujemy. Jedziemy. Rozmawiamy. Emocje pękają. Robi się jakoś sympatycznie. Taksówkarz do mnie - panie, bo ja gram na organach kościelnych! Myślę - no to już mnie nic nie zdziwi… Wchodzę do domu. Paczka większa ode mnie. Kasia patrzy, przechodzi jakby nie zauważyła. Hm… chyba nic ją już nie zdziwi. Zahartowała się… jak Mateusz przyszedł z kontrabasem nagrywać "Przyjmij nas Panie"… Stoję z tą paką i mówię - Kasia, pianino kupiłem! Ona na to - aaaa, dobrze. To wniosłem. Rozpakowałem i patrzę. Patrzę i myślę - po co to? Przecież ja nie gram na pianinie… to po co mi pianino? Podłączyłem i stukam w klawiaturę… Stukam tak 4 godziny. O! Już po pierwszej w nocy… Ale coś wychodzi… Myślę sobie - nagram. Nagrałem i tak powstało pianino we wstępie i zwrotce w "Matce". Mieliśmy już prawie wszystko. Piszę do Mniszek - Siostry, brakuje deszczu! Tu deszcz by się przydał. Napisałem, wysłałem. Było już późno i padałem ze zmęczenia. Mówię - Kasia, kładę się… nic już dzisiaj nie zrobię. Powiedziałem i wszedłem do "Domu Róż", popatrzyłem na kabelki i olśnienie! Podłączę mikrofony. Dwa mikrofony. Jeden wystawię przez jedno okno, drugi przez drugie. Kto wie…? Może zacznie padać i będzie deszczyk nagrany w stereo (na dwa mikrofony, dwa ślady). Tak powstał deszczyk we wstępie. Ten deszczyk obudził mnie po 5 rano. Włączyłem sprzęt nagrywający… a później świergot ptaków. Pomyślałem - to jest właśnie "cud komunii dusz"! One uczą ludzi jak żyć w komunii.

Chciałem bardzo podziękować mojej siostrze Kasi, która dzielnie wspierała mnie podczas budowy a później podczas realizacji nagrań i miksów w "Domu Róż". Piekła ciasta, gotowała obiady dla muzyków. Znosiła moje humory i wielkie paki do sufitu a także podpowiadała i robiła bardzo wymowne miny, kiedy coś jej się podobało lub nie podobało :). Bardzo dziękuję Mniszkom, że dzwoniły, że zaufały, że są tak kochane. Bardzo dziękuję wszystkim muzykom. Bez ich poświęcenia, czasu i pomysłów… nie byłoby tej płyty.

Niech Pan będzie uwielbiony! Tomasz Kwiatkowski "Dom Róż"

Jeśli któryś utwór poruszył Twoje serce - zapraszamy do podzielenia się świadectwem ...

Można je wysłać przy pomocy tego formularza
lub bezpośrednio, na adres: nadziejapielgrzymujaca@karmel.elk.pl.

 

Prosimy o zaznaczenie, czy wyrażasz zgodę na publikację świadectwa na tej stronie
- czy też ma pozostać tylko do naszej wiadomości.