Marta Tomalak-02

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Mam na imię Marta i obecnie uczęszczam do II klasy gimnazjum. Moja przygoda, bo można tak nazwać każdą chorobę zaczęła się we wrześniu ubiegłego roku, kiedy byłam uczennicą klasy szóstej. Od początku wybrzuszenie na mojej szyi nie pokazywało niczego konkretnego. Miałam je już dość długo, było bardzo niewielkie i nie wzbudzało żadnych obaw. Pierwsze badania w szpitalu nie wykazały niczego konkretnego, jednak nakierowywały lekarzy na węzły chłonne. Miałam wykonaną biopsję, ze względu na dość silne powiększenie węzłów. Badanie wykazało nacieki na śliniance. Po wynikach operacji stwierdzono, że jest to sprawa laryngologiczna. Rodzice próbowali ustalić wizytę w Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym im. Józefa Bródzińskiego w Bydgoszczy. Najbliższy wolny termin okazał się być za pół roku. Pan jednak nade mną czuwa i została mi wyznaczona wizyta na następny dzień. Konsultacja odbyła się u byłego ordynatora oddziału, dzięki któremu cała sprawa poszła dalej, dostałam się na oddział otolaryngologii. Zaczął prowadzić mnie ordynator Józef Mierzwiński doktor nauk medycznych. 5 listopada wykonano pierwszy rezonans magnetyczny. Wynikało z niego, że mam guza. Przez cały czas diagnozy wszystko było niepewne.

Marta Tomalak-04

Wiele osób modliło się za mnie w Bydgoszczy, tak jak i Siostry Karmelitanki Bose właśnie stąd – Ełku, czy znajomi. Podjęto decyzję usunięcia guza, niestety operacja okazała się tak trudna i obszerna, że wycięto tylko jego fragment. Stwierdzono wtedy, że mam nerwiaka osłonkowego schwannoma. 2 stycznia odbyła się ostateczna operacja, na której zebrało się wielu lekarzy, chirurgów, duża ilość sprzętu medycznego z całej Polski. Wszystko dlatego, że nie był to zwykły przypadek. Oczywiście każda choroba jest niezwykła, ale mój nerwiak za szybko urósł, miał ciężką lokalizację - oplatał nerw błędny, który bierze udział w kontrolowaniu wszystkich ważnych czynności życiowych. Nie wiadomo było, czy będę normalnie funkcjonować, ale mimo tego wszystkiego czułam tak ogromną siłę, chociaż i wielki strach, że wszystko musiało pójść dobrze.

Na Sali operacyjnej był ze mną obrazek Jana Pawła II z relikwiami, myślę, że on również dodał mi tej siły. Operacja się udała, stoję tutaj, żyję, oddycham, ale nie musiało tak być. Bóg miał wszystko w swoich rękach, co oznacza, że mam na Ziemi jeszcze jakiś cel do spełnia, jak zresztą każdy człowiek. Chcę pokazać, że można. Jezus kocha każdego. Kiedy ktoś chory umiera, tak jak życie i wyzdrowienie jest cudem, śmierć darem spotkania wcześniej Boga.

Chciałam podziękować mojej rodzinie, Siostrom, wszystkim za wsparcie. Tym, którzy po prostu codziennie modlą się za chorych. Życie nie jest loterią, jest cudem, i choć może nie każdy w pełni je przeżyje, to każdy będzie żył w Bogu na wieki.

Jeśli któryś utwór poruszył Twoje serce - zapraszamy do podzielenia się świadectwem ...

Można je wysłać przy pomocy tego formularza
lub bezpośrednio, na adres: nadziejapielgrzymujaca@karmel.elk.pl.

 

Prosimy o zaznaczenie, czy wyrażasz zgodę na publikację świadectwa na tej stronie
- czy też ma pozostać tylko do naszej wiadomości.